Plażowanie, skimboard i słów kilka o Katerina Beach

I kolejny piękny dzień na Kosie zakończony wizytą w barze… 😉 Wczoraj zupełnie nie wiało, więc pojechaliśmy do Kosu kupić mi bilet na prom powrotny i przy okazji trochę pozwiedzać. Miasto niewielkie, ale bardzo ładne a w lodziarni koło portu sprzedają kulki fantastycznych lodów o wielkości dojrzałych arbuzów :D. Z dnia na dzień Kos podoba mi się coraz bardziej, nie głupio by było kiedyś przyjechać tu popracować w którejś ze szkółek…

Dzisiaj wiało około 8-10knt i słońce dla odmiany nie prażyło tak straszliwie, więc zdecydowaliśmy się pójść na plażę i pomarnować trochę czasu wakacjując 😉 Kąpaliśmy się, budowaliśmy zamki i potwory z piasku, leżeliśmy plackiem na piachu aż w końcu postanowiłam się rozłożyć z moją 10tką i spróbować bo “moooooże” da się popływać przy tych szalonych 9 węzłach na skimie… ledwo ledwo, ale dało się =D Także pierwsze pływanie na nowym skimie zaliczone! Kuba po pewnym czasie też się otaklował, ale za dużo funu to chyba raczej nie miał…

Katerina Beach, która znajduje się w Marmari, niedaleko naszego domu, jest bardzo przyjemnym miejscem na kajta. Plaża wygląda jak nasza nadbałtycka, czysty jasny piaseczek, żadnych kamoli czy ostrych muszelek robiących dziury w kajcie. Jest na tyle szeroka, że spokojnie można się na niej rozłożyć i nadal zostaje sporo miejsca po bokach. Pływa się na otwartym morzu, ale dosyć daleko w morze jest płytko (wystarczająco by pobliska szkółka uczyła tu kursantów pływać) więc mniej zaawansowana osoba nie musi się martwić, że jak coś jej się nie uda to przeora twarzą pół plaży. Wiatr wieje tu po skosie, dopychający do brzegu, więc jest bardzo równy. Przy silniejszym wietrze oczywiście tworzą się fale, ale w końcu nie wszędzie musi być zawsze tylko płasko i płasko… 😉 Na Kosie ostatnimi czasy cykle wiatrowe wyglądają tak, że albo wieje 3 dni, nie wieje 1-2 dni i znowu wieje 3 dni, albo wieje 2 dni, nie wieje 2 dni i znowu wieje 2 dni. Najsilniej jak wiało odkąd tu jestem to ~24knt.

I to na tyle… a teraz wracam do swojego drinka z palemką 🙂

niech wiatr będzie z wami,
Zuza

Advertisements

Kos Island…

No i jestem na Kosie =D. Mieszkamy w Marmari, miejscowości bardzo blisko Kos, a więc i lotniska, co ma swoje plusy. Tak jak podejrzewałam, w apartamencie wi-fi nie mamy, ale… mamy je w pobliskim pubie, gdzie atmosfera jest bardzo wakacyjna a drinki tanie (sąsiedni stolik właśnie zaczął podśpiewywać słowa puszczanej w głośnikach piosenki 😉 ).

Na razie miałam okazję odwiedzić dwa spoty – Kefalos, gdzie co prawda woda jest płaska, ale wieje kompletny off-shore i na kite się ten spot raczej nie nadaje, oraz Katerina Beach, spot blisko naszego apartamentu, gdzie pływa się na otwartym morzu i jest genialnie 🙂 Od przyjazdu pływałam tu na razie tylko dwa pełne dni, ale według prognozy (która tutaj się SPRAWDZA!) w tym tygodniu będzie jeszcze kilka dobrych dni pływania, więc procentowy uzysk dni wietrznych powinien wyjść dodatni 😉

Zdjęć nie robimy na razie za dużo, bo jak tylko jest wiatr to wszyscy jak szaleńcy pływamy, ale obiecaliśmy sobie, że przy następnym dniu wietrznym (który powinien wypaść w… sobotę?) zrobimy potężną sesję fotograficzno-filmową, więc przy odrobinie szczęścia będzie co oglądać 🙂

PS. dodane po wyjeździe – nie wiało. Nudziliśmy się jak diabli większość czasu i modliliśmy o wiatr, ale Bogowie Pogody widocznie mają problemy ze słuchem.

Po bardzo długiej przerwie…

…odkopuję tego bloga. W wakacje niby działo się do tej pory dużo, ale z drugiej strony nie działo się nic co sprawiłoby, że czułabym potrzebę umieszczenia tutaj jakiegoś wpisu. A więc w skrócie, lipiec spędziłam pracując (ucząc kite of kors) w chałupach w pewnej fajnej szkółce, gdzie bardzo dużo się nauczyłam jeśli chodzi o stronę “instruktorską” kajtowania. Łażenie za chłopakami podczas lekcji i podpatrywanie dało chyba niezłe rezultaty 😉 Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo teraz jedyne co mi pozostaje to zrobić kurs instruktorski aby móc oficjalnie uczyć tego genialnego sportu 😉 Jeśli chodzi o samo pływanie, nie było tego za wiele, ale wystarczająco żeby:

1. nauczyć się prostych skoków a potem backrolli
2. popływać trochę na skimie do kajta Nobile

także nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Na skimie tak mi się spodobało, że po powrocie do domu wyciągnęłam z mojej przeraźliwie chudej świnki skarbonki ostatnie skrzętnie skrywane pieniądze i nabyłam drogą kupna jeden egzemplarz Nobile skimboarda z 2008, ale w stanie bardzo przyzwoitym i kolorach krzykliwych ale z gatunku tych co dobrze wyglądają na zdjęciach 😉 tadaaaam:

Przy okazji poszperałam trochę tu i tam i każdemu kto jest zainteresowany co na takim skimie można robić poza pływaniem lewo prawo (i zwrotami które wcale nie są takie proste jakby się to wydawało xD) polecam ten krótki filmik 🙂

Ciekawe czy jeśli będę na Kosie ćwiczyć wystarczająco długo i ciężko, będę w stanie robić połowę tego co ten oto pan 😉 Tak czy inaczej, szykuje się dużo DUŻO dobrej zabawy, a przecież o to w tym wszystkim przede wszystkim chodzi!

Na Kos jadę w piątek z samego rana, będę na miejscu o 10.30. Magda z Kubą już tam są, więc zgarną mnie z lotniska, co oznacza że już w piątek będę pływać!!!! Nareszcie =] Jutro jadę kupić sobie wreszcie własną lustrzankę, także na Kosie będę prawdopodobnie pstrykać absolutnie wszystko co się rusza lub też nie, zmuszę też M. albo K. do robienia zdjęć MNIE, bo nie mam ani jednego zdjęcia na którym robię cokolwiek poza zwykłym płynięciem… lame.

Z tego co wiem na Kosie internetu raczej nie ma, więc adios i do usłyszenia po powrocie z mojej podróży!

I kite it,
Zuza

Śnieg pod koniec kwietnia, czyli polska tragikomedia w dwóch aktach

21 kwietnia, środa wieczór, gdzieś w ciemnych zakamarkach warszawskich domów dwie panny rozprawiać poczęły o wyjazdach deskowo-kajtowych bliższych i dalszych.
(…)
Madzia (21-04-2010 21:23)
heeeh zaczynam się obawiać o ten wyjazd 😛
Madzia (21-04-2010 21:23)
przecież ja zamarznę w namiocie …..
Jaa (21-04-2010 21:23)
a chłopaki już pływają na zegrzu……
Jaa (21-04-2010 21:23)
no ja wiem :/ ja też będę w namiocie chyba w końcu =_=
Jaa (21-04-2010 21:24)
namiot to namiot… ja zginę w WODZIE
Jaa (21-04-2010 21:24)
ZGINĘ KURWA
Madzia (21-04-2010 21:33)
podobno zbliża się jakieś dramatyczne załamanie pogody 😛 jutro ma padać śnieg 😛
Jaa (21-04-2010 21:34)
nie no nie wieeeerze żeby miał padać śnieg!!

22 kwietnia, czwartek. Nad ranem zaczął padać śnieg. Sypało jeszcze dwa razy tego dnia. Wieczór.

(…)
Madzia 21:44:45
taaaaaaaaaaaaaak bym popływała na desce
Jaa 21:44:57
o boże
Jaa 21:44:59
stop it
Jaa 21:45:01
błagam
Jaa 21:45:06
możemy nie zaczynać tego tematu? 😛
Madzia 21:45:20
nie, musimy ………. bo ja właśnie mam się uczyć
Madzia 21:45:34
więc muszę czymś dramatycznym zająć umysł żeby nie myśleć o nauce 😛
Madzia 21:46:09
co jest bardziej dramatyczne niż chęć pływania gdy na dworze sypie śnieg ^^’
Jaa 21:46:51
wiesz co?
Jaa 21:47:08
chęć pływania oraz myśl że sypie śnieg a ty I TAK nie możesz na snowkite. Także ani w te ani wewte 😛
Jaa 22:08:17
jest minus MILIARD
Jaa 22:07:48
a za tydzień majówka… haha…
Jaa 22:08:26
może ja po prostu pojadę ze sprzętem do SK, jak tak dalej pójdzie to zatoka z powrotem zamarznie :/

Dramatyczny odgłos grzmotu rozlega się za oknem. Vista jak zwykle się zawiesza. Ciężka cisza zapada po obu stronach internetowego łącza. W oddali słychać rozpaczliwe wycie wilka. All is doomed.
FIN.

Także tak Panie i Panowie, Panowie i Panie, cóż nam pozostaje w tej czarnej godzinie innego niż tylko śmiech przez łzy? Na majówce zapewne wszystkie normalne cieniasy ze zwykłymi piankami (czyt. ja) będą siedzieć na brzegu i patrzeć jak morsy w sucharach szarżują przy idealnym wietrze, który teraz nawet w Warszawie wieje praktycznie codziennie… Pozostaje tylko się upić. I to też zapewne zrobimy.

Egipt, Egipt…

No i stało się. Niecały tydzień temu wróciłam z dwutygodniowego pobytu w Egipcie. Co mogę na ten temat powiedzieć? Mieszkałam w ośrodku hotelowym nad samą wodą, wokół którego nie było zupełnie nic. Codziennie rano plażą maszerował wielbłąd niosąc na grzbiecie miejscowego policjanta. Ludzie wokół mnie pojmowali czas zupełnie inaczej, a “one minute, my friend” często znaczyło “one hour”. Żadnego internetu. Żadnej porządnej telewizji. Żadnego pośpiechu, żadnego naglenia, żadnego krzyczenia że już, teraz, od razu bo później nie będzie.

Powroty do rzeczywistości bywają czasami bardzo trudne.

Poznałam nowych, fantastycznych ludzi, którzy dzielą tą samą pasję co ja. Jestem pewna, że przynajmniej z niektórymi z nich jeszcze się zobaczę. Strasznie jestem szczęśliwa, że z roku na rok znam tych ludzi coraz więcej, biorąc pod uwagę że kiedy zaczynałam kite, byłam zupełnie sama 🙂 Jeśli chodzi o samo pływanie, to zrobiłam progres z którego, mimo iż nie jest tak duży jak planowałam, i tak jestem dumna. Poza tym jak zwykle – było cudownie, magicznie a każde machanie latawcem, nawet kiedy za słabo wieje, przybliża mnie do tego co kiedyś chciałabym w tym sporcie osiągnąć. Już bliżej niż dalej i miłe dreszcze mnie przechodzą na myśl o przyszłości 🙂 Pływałam na płytkiej lagunie i widziałam kursantów robiących pierwsze krótkie halsy. Pływałam na obu głębokich oczkach. Patrzyłam jak ‘prosy’ trzaskają większe i mniejsze triki przy dobrym wietrze i jak się uśmiechają kiedy coś im się udaje. No i pierwszy raz pływałam na morzu, przy popołudniowym słońcu, a wiatru było akurat na tyle żeby na 10m śmigać bez wysiłku na lekko pofalowanej wodzie, w której słońce odbijało się tak że wyglądała jak płynne złoto 🙂 Rzecz chyba polega na tym, żeby w prostych zdarzeniach widzieć niezwykłości. Niekoniecznie pędzić na siłę, ale po prostu przyglądać się wszystkiemu. I nie oczekiwać cudów, tylko znajdować cuda w tym co dają 😉 Niektórzy przy wyjeździe mówili, że im się podobało ale cieszą się że niedługo będą w domu. Albo że jedzenie ciągle to samo a pływy akurat głupio się układają. Ja gdybym mogła, nie wyjeżdżałabym stamtąd jeszcze przez dobrych kilka tygodni. Mogłabym codziennie jeść to samo i pić to samo, byle tylko było. A na pływanie o 6.30 rano tak czy inaczej wstałam (i pozdrawiam Waldka który był na tyle szalony że poszedł pływać razem ze mną xD) i wstałabym jeszcze dużo razy gdyby była taka potrzeba 🙂

Dziś jakiś taki niedobry dzień na pisanie. Ciężko coś konkretnego sklecić. Może następnym razem więcej informacji wrzucę, przydałoby się opisać wszystko tak samo, jak zrobiłam to z wyjazdem do Leucate… Mój serwer odmówił posłuszeństwa a razem z nim padła galeria, więc zdjęć żadnych na razie nie będzie. Może później 😉

niech wiatr będzie z wami,
Zuza

Zegrze FTW!

Dziś dobry dzień na Zegrzu 😀 Kudos dla Lukasa, najlepszego serwisanta w Warszawie, który wie jak sprawić żeby deska była najbardziej śliska na świecie 😛

Nagrodę dnia zdobywa A., która znowu zawitała na Zegrze pouczyć się troszkę na moim kajcie, wpięła się, wysłuchała grzecznie wszystkiego co mam jej do powiedzenia, po czym odpaliła kajta i zamiast pojechać w tym kierunku co wszyscy, na pełnej kur**e (dosłownie) zjechała jakiś miliard metrów w dół z wiatrem (CAŁKIEM z wiatrem, czyli pod kątem prostym do tego jak jeździli wszyscy inni :P), fundując mi najdłuższy spacer po Zegrzu w tym roku 😛 Jeśli w przyszłości tak będą wyglądać moje zajęcia z kursantami, będę miała kondycję godną mistrza olimpijskiego 😉

Jutro raczej nie będzie wiało… pozostaje tylko iść na dechę. Dobrze chociaż, że pod nosem mam dwie górki, jedną z boxami i railem, a drugą z hopami 😛 360 z grabem woła…

Niech wiatr będzie z wami,
Zuza